Opowieści o Kroke :: Album "Eden"

[...] Kroke wciąż czerpie z muzyki klezmerskiej, z muzyki jazzowej, z własnej wrażliwości muzycznej, miesza gatunki i przekracza ich granice [...]

Raj odzyskany

Jeśli wierzyć kronikarzom, swoją drugą płytę zespół Kroke nagrał dokładnie rok po nagraniu albumu "Trio", ale - co trochę komplikuje nam chronologię :-) - jeszcze przed jego wydaniem. "Eden" powstał zimą 1996 roku w krakowskim Studio Grelcom, tym samym, w którym nagrywano "Trio". Podobnie jak na pierwszej płycie zespołu, na "Eden" znalazły się tradycyjne utwory muzyki żydowskiej w zupełnie nietradycyjnym opracowaniu Kroke oraz utwory kompozytorów tradycyjnego nurtu klezmerskiego. Na "Trio" znalazła się kompozycja Amitaia Neemana, na "Eden" - "Night in the Garden of Eden", utwór Harry'ego Kandela, jednego z pionierów nowoczesnej muzyki klezmerskiej. Ten utwór stanowi zresztą temat przewodni płyty "Eden", jej klamrę muzyczną. Pojawia się trzykrotnie - na początku, jako rozbudowana pieśń w klimatach niemal czysto klezmerskich, w środku - pod tytułem "Secrets of the Life Tree", gdzie główny motyw staje się punktem wyjścia do przepięknej ballady w klimatach jazzowych, z nastrojowymi partiami kontrabasu Tomasza Lato i wreszcie na końcu - jako "Eden", kolejna klimatyczna ballada, w której melodię główną prowadzi na klarnecie Marian Lato (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa :-)). Na płycie znalazło się także miejsce dla kompozycji członków zespołu, choć w porównaniu z poprzednim albumem, nie są to kompozycje od A do Z autorskie, a raczej własne opracowania i rozwinięcia tematów tradycyjnych.
"Eden" nie jest kopią pierwszego albumu - to płyta, na której Kroke poszerzyło nie tylko swój "zasięg" muzyczny, ale także repertuar środków wyrazu. I treść, i forma są inne. Niewiele, nie na tyle, żeby można mówić o jakiejś drastycznej zmianie, ale wystarczająco, by potraktować tę płytę jako coś nowego. Czy lepszego?... Nie wiem. Zależy, jak traktuje się zmiany i jak daleko muszą być posunięte, czego powinny dotyczyć, by można było wydawać werdykt. Myślę zresztą, że takie oceny zależą przede wszystkim od indywidualnych gustów, od prywatnych preferencji muzycznych, stylistycznych.
Co się zmieniło w porównaniu z płytą "Trio"? Przede wszystkim muzyka. Pierwszy album muzycznie mocno osadzony był w tradycji południowej, bałkańskiej, dźwięki i nuty przywodzące na myśl Rumunię, Jugosławię, kapele cygańskie były silne i wszechobecne na "Trio". Na "Eden" Kroke rusza w muzyczną podróż także po innych terenach oraz innych gatunkach muzycznych. Tym razem silniejsze są odniesienia do muzyki żydowskiej z terenów dawnej Rosji. Nie tylko tej ludowej, ale także - jak choćby we wspomnianym "Night in the Garden of Eden" Harry'ego Kandela - bardziej współczesnej. Szczególnie słychać to w brzmieniu skrzypiec Tomasza Kukurby - na drugiej płycie są spokojniejsze, mają zdecydowanie węższe spektrum brzmień - przynajmniej w partiach pierwszoplanowych. Warto jednak posłuchać, co dzieje się w partiach tła, gdy tworzy je Tomasz Kukurba, warto zauważyć zmiany brzmienia instrumentu, zmiany stylu gry (polecam szczególnie utwór "Sher", gdzie główną rolę gra akordeon, ale partie skrzypiec naprawdę warte są wsłuchania się). To samoograniczenie nie szkodzi płycie - staje się ona bardziej spójna, bardziej jednolita brzmieniowo, ale w żadnym stopniu nie uboższa.
Mamy na płycie "Jazz Tashlikh" utwór niemal klasycznie jazzowy utrzymany w klimacie lat 70. (w końcowej części nie mogę się uwolnić od skojarzeń z Manhattan Transfer). Ciekawym utworem jest "Reb Dovidls Nign", bazujący na chasydzkiej tradycji "nigunim" - szabasowej "pieśni bez słów", a wzbogacony częścią instrumentalną, w której skoczne partie skrzypiec przeplatane są równie skocznym akordeonowym refrenem. Sposób nagrania akordeonu może wprawić słuchacza w lekką konsternację - dźwięk jest charakterystycznie stłumiony i brzmi wśród trzasków, sugerując, iż jest to nagranie z bardzo starej płyty. Ważną częścią płyty są wspomniane już wcześniej utwory, oparte na motywach kompozycji Harry'ego Kandela - "Secrets of the Life Tree" i "Eden", dwie przepiękne smutne ballady, które jeśli nie stały się powszechnie znane (słowa "przebój" wolałbym jednak nie używać :-)) to tylko dlatego, że muzyka, jaką gra Kroke, traktowana jest przez nasze media po macoszemu.
Kiedy słuchałem niektórych utworów, odnajdowałem w muzyce z "Eden" ślady muzyki z kręgu Żydów sefardyjskich, takich specyficznych klimatów z lekka orientalnych, granych na niższych tonach, bardziej miękko. Nie wiem, czy rzeczywiście Kroke czerpało z tej muzyki, czy to tylko moje skojarzenia, dodatkowo wzmocnione stylem śpiewu Tomasza Kukurby. Bo to też lekka zmiana - poza wokalizami ujmującymi nie tylko emocjami, lecz również wysokością tonu, na "Eden" Tomasz Kukurba śpiewa również w stylu przywodzącym na myśl z jednej strony śpiew wschodnioeuropejskich chasydów, a z drugiej tęskne pieśni Żydów hiszpańskich.
Na "Eden" zmienił się także sposób prowadzenia instrumentów. To już nie trzy równoprawne podmioty, trzy wymieniające się sposoby gry, zastępujące się nawzajem dźwięki. Chyba jeszcze nie można mówić o dominacji któregokolwiek instrumentu, jeszcze skrzypce i akordeon grają podobnie jak na "Trio" - zmieniają się w prowadzeniu, grają partie solowe i chwilę potem partie tła, by zaraz potem usunąć się i jedynie dyskretnie tworzyć rytm. Daje się jednak zauważyć mniejsze niż poprzednio wykorzystanie kontrabasu. W większości utworów, zwłaszcza w początkowych partiach płyty Tomasz Lato gra wszechstronnie, barwnie, ale wyłącznie w tle, wyłącznie w sposób "sekcyjny", podtrzymujący rytm. To bardzo ważna, oczywiście, rola, jednak odczuwałem pewien niedosyt. Paradoksalnie, kiedy Tomasz Lato wysunął się z cienia, kiedy tak cudownie nastrojowo zagrał w "Secrets of the Life Tree" i tak dynamicznie w "Fun Tashlik" - mój niedosyt wzrósł i zacząłem marudzić "a nie można tak było od początku" :-)
Owo "wycofanie" kontrabasu, przesunięcie go do zadań rytmicznych nie zaszkodziło jednak płycie, inaczej tylko zorganizowało przestrzeń muzyczną, dało więcej miejsca pozostałym instrumentom. Tomasz Kukurba i Jerzy Bawoł wypełnili to miejsce fantastyczną współpracą, w której było i miejsce na spokojne partie tła, na dynamicznie wygrywane melodie i ekscentryczne wariacje w solach, czy znane z "Trio" duety, w których dźwięki obu instrumentów zlewały się w jeden i dawały wrażenie, iż gra jeszcze ktoś, na jakimś dziwnym instrumencie. Zwłaszcza gra Jerzego Bawoła zrobiła na mnie wrażenie - łatwość, z jaką przechodził od budowania nastroju długimi dźwiękami do skocznego wybijania rytmu czy porywającej partii solowej, energia z jednej strony, a dyscyplina i skupienie z drugiej.
Pewną nowością - choć nie wiem, czy w przypadku drugiej zaledwie płyty można użyć takiego określenia - jest poszerzenie instrumentarium o klarnet, fortepian (w "Jazz Tashlik" zagrał producent płyty Dariusz Grela) i instrumenty perkusyjne. Zwłaszcza klarnet był tu dość istotny. Jego dźwięk pojawił się po raz pierwszy w "Russian Sher" i znakomicie wzbogacił brzmienie. Czyż zresztą można sobie wyobrazić wschodnią muzykę klezmerską bez klarnetu? :-) Drugim utworem, w którym słyszymy brzmienie tego instrumentu jest "Eden" i tutaj nie ma co pisać - trzeba po prostu posłuchać jak Marian Lato gra tę melodię, wspierany w tle przez przepiękny duet altówki i kontrabasu.
W kilku miejscach pojawia się dźwięk "przeszkadzajek" perkusyjnych. Czasem pomagał, zwłaszcza w dynamicznych partiach, ale czasem - jak w końcówce "Sher" - lekko irytował i chyba jednak odrobinę psuł klimat, wprowadzając między dźwięki jakiś niepotrzebny nieporządek.
Zmiany zmianami, ale "Eden" nie jest płytą "oderwaną" od swojej poprzedniczki, to krok może w odrobinę innym kierunku, ale na tej samej drodze. Na tej płycie także znajdują się odniesienia do muzyki kręgu bałkańskiego. Kroke porywająco zagrało wiązankę melodii "Der Ziser Bulgar", z dynamicznymi partiami akordeonu i prawdziwie cygańskim brzmieniem skrzypiec. Kroke wciąż czerpie z muzyki klezmerskiej, z muzyki jazzowej, z własnej wrażliwości muzycznej, miesza gatunki i przekracza ich granice. Może nawet na "Eden" jeszcze trudniej niż na "Trio" przychodzi określenie stylu muzycznego zespołu. Może dlatego prasa - choć płyta nie doczekała się zbyt wielu recenzji - tak chętnie sięga po określenie-wytrych "muzyka świata", przywoływane zresztą także przez sam zespół.
Swego rodzaju "znakiem rozpoznawczym" Kroke stają się rozbudowane wstępy do utworów, ponadminutowe nieraz, gęste od długich, rozedrganych, powolnych nut, narastających dźwięków (zazwyczaj skrzypiec), wariacje powoli wprowadzające w melodię. Czasem mają wprowadzić słuchacza w nastrój melodii, utrzymane są w jej klimacie, ale zdarza się wręcz przeciwnie - ów wstęp jest utrzymany w nastroju zupełnie innym niż główny motyw, stanowi wręcz samodzielną częścią utworu. Tak dzieje się "Reb Dovidls Nign", ale najlepszym przykładem jest chyba "Dafino Vino", gdzie ów wstęp rozwija się w samodzielną wariację trwającą prawie pięć minut, mroczną, niepokojącą... dopiero w końcowej fazie przechodzącą w główny, oparty na melodii ludowej, temat.
Płytę nagrano w tym samym studio, co poprzedni album, ale można wyraźnie usłyszeć różnicę między nimi. "Eden" jest czystszy, a zarazem bardziej spójny brzmieniowo. Jest bogatszy nie tylko o nowe instrumenty, ale także o zabawy z "postarzaniem" dźwięku w "Reb Dovidls Nign" czy "Dafino Vino", a równość instrumentów - na "Trio" uzyskana za pomocą wymiany ich ról - tu osiągnięta została siłą nagrania poszczególnych ścieżek, dzięki czemu nie odbierają sobie wzajemnie przestrzeni i wszystkie słyszalne są znakomicie.
Płytą "Eden" zespół Kroke nie wytyczył jeszcze nowych szlaków muzycznych, nie dokonał żadnego przełomu. To kontynuacja drogi rozpoczętej na "Trio", ale kontynuacja twórcza, w większym stopniu pokazująca możliwości zespołu i na pewno poszerzająca horyzonty muzyczne słuchaczy. To kontynuacja, ale także - choćby tylko ze względu na mocniejsze nawiązania do jazzu - zapowiedź tego, co może nas czekać na kolejnych płytach. Jest to zarazem płyta bardziej melodyjna, czy może nawet wręcz bardziej przebojowa.
Dla krytyków zaś - "Eden" to kolejny problem, jak właściwie określić muzykę graną przez Kroke i do jakiej "szufladki muzycznej" ją zaliczyć :-)

AJK

TOP ↑