Niekończąca się opowieść (w odcinkach)
Co wiedzą wszyscy? Że zespół Kroke powstał w 1992 roku i że nazwa oznacza "Kraków" w języku jiddisz. Te dwie informacje pojawiają się zawsze i wszędzie, więc i my powtórzmy, żeby nikt nie pomyślał, że za wszelką cenę chcemy być oryginalni i odcinamy się od "nowej świeckiej tradycji" ;-)
Na początku była muzyka...
Tak naprawdę początki zespołu Kroke sięgają czasów jeszcze dawniejszych. Muzycy tworzący dziś ten zespół poznali się w krakowskim Liceum Muzycznym, a następnie kontynuowali przyjaźń i naukę w murach Akademii Muzycznej w Krakowie. Już wtedy zafascynowani byli nie tylko muzyką klasyczną czy jazzem, ale przede wszystkim brzmieniami, które po latach krytyka zwykła nazywać "world music". Młodzi muzycy grywali razem bardzo często, zwłaszcza na spotkaniach towarzyskich, gdzie nie obowiązywała uczelniania dyscyplina i repertuar, gdzie można było puścić wodze fantazji muzycznej i szukać własnych muzycznych ścieżek. Grywali wszystko - od utwórów klasycznych, przez standardy jazzowe, po muzyką ludową, bałkańską. Coraz częściej pojawiały się melodie żydowskie, wyszperane na starych płytach, zasłyszane od znajomych i nieznajomych. Po ukończeniu Akademii stanęło przed nimi pytanie "co dalej" - czy iść klasyczną drogą wykształconego muzyka czy też zaryzykować i spróbować czegoś nowego. Wybrali to drugie - postanowili grać "swoje". W dodatku chcieli spróbować utrzymać się z takiego grania.
Kroke było jednym z pierwszych zespołów (jeśli nie pierwszym), który wyszedł ze swoją muzyką do publiczności: można ich było spotkać na ulicach Krakowa i Kazimierza, dawnej żydowskiej dzielnicy miasta. Grali dziwne melodie, dla jednych zupełnie nieznane, innym - przypominające świat, który odszedł. Parę miesięcy później zespół rozpoczął występy w kawiarni "Ariel" na ulicy Szerokiej. Pamiętający początek lat 90. na Kazimierzu zapytają zapewne: "W którym Arielu? Przecież były dwa". Cóż, tak naprawdę w pewnym momencie na Szerokiej były nawet trzy lokale o tej nazwie :-) A Kroke grało kolejno w dwóch pierwszych, obecnie noszących nazwy "Ariel" (Szeroka 18) i "Alef" (Szeroka 17).
Początki były trudne. Muzyka, mająca swoje korzenie w tradycji żydowskiej nie była jeszcze tak popularna jak obecnie, zaś słowo "klezmer" straciło swoje pierwotne znaczenie i funkcjonowało w języku polskim jako określenie muzyka, grającego "chałtury do kotleta". Jeśli dodamy do tego granie na ulicy, występy w kawiarni... Jedni traktowali zespół tak właśnie: jako muzyczny dodatek do czulentu czy kawy, kawiarniany zespół, który coś sobie cicho brzdąka w tle. Inni - zwłaszcza przedstawiciele środowiska krakowskich muzyków klasycznych - traktowali muzyków Kroke jak apostatów, jak kogoś, kto "zdradził" prawdziwą muzykę, kto marnuje swój talent i gra... no, może nie bardzo wiadomo co, ale na pewno wiadomo, gdzie i wiadomo, po co: w kawiarni, dla pieniędzy. "Cóż za upadek! Cóż za zdrada klasyki! A przecież tak dobrze się zapowiadali, grali nawet w Sinfonietta Cracovia! No, gdyby grali jazz - można by było to jeszcze znieść, ale ten... to takie... jak się to nazywa? klezmerstwo? Cóż to w ogóle jest?"
Kroke powoli zdobywało sobie publiczność. Muzyka klezmerska, żydowska nie była popularna w mediach, nie grały jej rozgłośnie radiowe (czy ktoś jeszcze pamięta, że w 1992 roku prawie nie istniała radiofonia prywatna?), nie pisała prasa muzyczna. Nie wiem zresztą, czy słowo "popularność" jest tu w ogóle na miejscu. W tamtym czasie poza wyjątkami, które można by chyba policzyć na palcach jednej ręki, nikt tej muzyki w Polsce nie grał. Żyli jeszcze ludzie pamiętający podobne dźwięki z lat przed II wojną światową, bardzo rzadko na antykwarycznej aukcji można było trafić na podniszczony krążek płyty gramofonowej. Kraków stawał się centrum muzyki klezmerskiej, dzięki pierwszym spotkaniom w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej, ale stawał się powoli i z różnymi przygodami, o których wielokrotnie opowiadał twórca Festialu - Janusz Makuch.
W tym właśnie czasie Kroke postanowiło spróbować dotrzeć do szerszej publiczności i wydać własną kasetę. Jak można się było spodziewać, żadna z wytwórni muzycznych nie była zainteresowana inwestowaniem w dziwne dźwięki i smutne melodie, grane przez nieznanych młodych ludzi z Krakowa. Muzycy sięgnęli więc po swoje oszczędności i w 1993 roku własnym sumptem wydali kasetę "Klezmer Accoustic Musik". Kaseta z okładką utrzymaną w ciemnych odcieniach, z charakterystycznym napisem "Kroke", zawiera osiem utworów (dwa z nich pojawią się jeszcze na późniejszych płytach Kroke) i jest dziś prawdziwym białym krukiem. Nie tylko ze względu na wartość historyczną. Wystarczy spojrzeć na skład zespołu... Wszyscy znamy Kroke, prawda? Tomasz Kukurba, Tomasz Lato, Jerzy Bawoł. Skrzypce, kontrabas, akordeon... Tymczasem kasetę "Accoustic Klezmer Music" nagrał kwartet - na pierwszym miejscu figuruje Paweł Pawlikowski, grający podobnie jak Tomasz Kukurba na skrzypcach i altówce. Nazwisko Pawła Pawlikowskiego pojawia się w późniejszych latach w składzie kwartetu smyczkowego Vivo i oraz innego krakowskiego zespołu klezmerskiego - Jascha Liebermann Trio.
cdn...
Część 2 :: Bliskie spotkania trzeciego stopnia
TOP ↑