Kroke na 17. Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie

Kroke - Szalom na Szerokiej

Najpierw opóźniły się próby. No, przy tylu "podmiotach wykonawczych" nic dziwnego i należy się cieszyć, że opóźnienie było tylko godzinne. Zresztą nie narzekajmy - my przynajmniej mogliśmy sobie posiedzieć przy kawie w Arielu (_tym_ "Arielu" :-)), a na przykład Theo Bikel czekał na swoją kolej na scenie.

Kroke: Theo Bikel
Theodore Bikel

W końcu zespół zainstalował się na scenie, zaczął wydawać dźwięki i układać je wraz z ekipą akustyków, a my zaczęliśmy robić zdjęcia, coraz częściej spoglądając w niebo, bo chmury nadciągnęły niepokojące, zrobiło się parno. Wiadomo, że na koncertach finałowych często padało, ale to, co było widać na niebie zapowiadało, że może nas czekać spora ulewa.

Kroke: Szalom na Szerokiej
W oczekiwaniu na próbę...

Próba Kroke trwała krótko. Na koncertach tego typu - dużych, wielopodmiotowych, trzeszczących w szwach czasowych - idealne układanie akustyki nie ma większego sensu, bo i tak wiadomo, że niewiele z tego ustawienia zostanie "w praniu". Najważniejsze, żeby muzycy słyszeli siebie samych i siebie nawzajem - reszta, czyli porządne wypuszczenie dźwięku w stronę publiczności, to już zdanie ekipy technicznej. Po kwadransie zespół zaczął się pakować, my schowaliśmy aparaty i wciąż z niepokojem patrząc w niebo, poszliśmy zjeść pyszną zupę oliwkową w "Momencie".

Kroke: Tomasz Lato
Tomasz Lato

Na Szeroką wróciliśmy już po rozpoczęciu koncertu, ścisk był potworny, ludzi mnóstwo... A Magda przeszła aż do barierek pod sceną, ot tak, po prostu, jakby żadnego tłumu na koncercie nie było, jakby było całkiem pusto. Nigdy nie zrozumiem, jak to robi :-) Zdążyliśmy obejrzeć pełen uroku występ Alfreda Schreyera, potem występ duetu Lerner & Moguilevski, w tyle sceny zauważyliśmy Kroke przygotowujące się do występu... i wtedy się zaczęło. Jak w piosence Dżemu - "pękło niebo". Zrobiło się ciemno, zaczął wiać porywisty wiatr, a deszcz nie tyle padał, co po prostu lał i zacinał. Ekipa techniczna rzuciła się do ratowania odsłuchów, mikrofonów i instrumentów, argentyński duet zbiegł ze sceny, a publiczność gorączkowo zaczęła ubierać peleryny i otwierać parasole. Po kilku chwilach na scenie pojawił się Janusz Makuch i próbując przekrzyczeć deszcz oznajmił, że na Szerokiej zabrakło prądu.

Kroke: Janusz Makuch
Janusz Makuch

- Znowu? - jęknęliśmy, a mokry duch pułkownika Wołodyjowskiego dorzucił:
- Czy klątwa ciąży nade mną?
- Nad panem nie, pułkowniku - uspokoiliśmy przemoczone widmo - ale nad Kroke całkiem możliwe, że jakaś jednak ciąży, bo to już drugi raz w czasie festiwalu; w synagodze Kupa też prąd wysiadł.
- To ja przepraszam... - zachlupał mały rycerz i odszedł w deszcz.

Kroke: Tomasz Lato
Tomasz Lato

Deszcz padał i padał... Tomasz Lato stał na scenie wyraźnie zdenerwowany, ekipa techniczna próbowała przywrócić zasilanie, publiczność mokła, a my w tym czasie zawarliśmy znajomość z przesympatycznymi dziewczynami z Białegostoku i dzięki uprzejmości Małgosi Roszko mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie, ze wspaniałym widokiem na scenę. Gdyby jeszcze kamery telewizyjne nie wjeżdżały nam ciągle w obiektyw aparatu...
Po prawie dwudziestominutowej ulewie deszcz ustał, ekipie technicznej udało się przywrócić zasilanie, rozbłysły światła i na scenie pojawiło się Kroke. Czekało ich trudne zadanie, bo grać po takiej przerwie, po takim deszczu i po tak diametralnej zmianie klimatu na widowni nigdy nie jest łatwo. A tu jeszcze się okazało się, że przestał działać odsłuch Tomka Lato i pierwszy utwór musiał grać na wyczucie (w dodatku z kontrabasem ślizgającym sie w kałużach wody na scenie). No, ale jak mawia Leo Benhaaker "nie sztuką jest wygrać, gdy wszystko idzie. Sztuką jest wygrać, gdy nic się nie układa". Kroke poradziło sobie znakomicie.

Kroke: Szalom na Szerokiej. Jerzy Bawoł
Jerzy Bawoł

Zespół dał dwudziestominutowy koncert, na który składały się głównie utwory z płyty "Seventh Trip". Zaczęli od "Light in the Darknes", a potem zagrali jeszcze "Awakening", "Seventh Trip" i zakończyli "Eddiem". Zestaw utworów okazał się bardzo trafiony - z jednej strony muzycy mogli sobie "poszaleć" improwizacyjnie, a z drugiej występ Kroke miał swoje specyficzne tempo, raz nastrojowe, a raz bardzo mocne - potrzebne po przerwie, spowodowanej przez deszcz. Po raz kolejny okazało się, że "Eddie" jest znakomitym "napędzaczem" koncertowym - publiczność bawiła się świetnie, blisko sceny zaczęły się nawet pierwsze tego wieczora tańce. Na płycie ten utwór wcale mnie nie przekonuje, ale na koncertach jednak sprawdza się świetnie.
Nagłośnienie, jak można się było spodziewać (tym bardziej po takich przygodach), nie było najszczęśliwsze - altówka Tomasza Kukurby brzmiała zdecydowanie za miękko, za łagodnie, za to ekipa nagłaśniająca finał bardzo mocno nagłośniła kontrabas. Równowagi w tym nie było za grosz, ale w sumie wyszło na plus, bo mocno odbierany rytm sprzyjał "rozbujaniu publiczności", a Tomasza Kukurbę tak bardzo roznosiła energia, że i tak przebił się przez ustawienia dźwięku, nie tylko w partiach wokalnych.

Kroke: Tomasz Kukurba
Tomasz Kukurba

Bardzo dobrze słychać było akordeon Jerzego Bawoła, zwłaszcza w partiach basowych, co w połączeniu z mocno nagłośnionym kontrabasem dawało naprawdę ciekawy efekt, a perkusja Tomasza Grochota - w przeciwieństwie do koncertu w synagodze Kupa - wypełniała przestrzeń między instrumentami, a nie zagłuszała ich. W dodatku - i nie jest to opowieść bezkrytycznego fana, ale udokumentowany fotograficznie i filmowo fakt - w czasie występu Kroke chmury zaczęły ustępować i synagogę Starą oświetliło ciepło zachodzące słońce. Niczego, oczywiście, nie sugeruję, ale... w każdym razie słońce zaświeciło :-)

Kroke: Szalom na Szerokiej

Koncert krótki, pełen przygód, ale bardzo udany. Dwadzieścia minut bardzo dobrej muzyki i zabawy. Kroke poradziło sobie w bardzo trudnej sytuacji pogodowo-nastrojowej, a następni wykonawcy (bezpośrednio po Kroke występował Theodore Bikel) grali i śpiewali dla już rozruszanej i rozbawionej przez Kroke publiczności. Kto był - ten wie, kto widział w TVP Kultura - ten pewnie też wie, a kto czekał na retransmisję w telewizyjnej Dwójce ten mógł się rozczarować, bo wieść gminna niesie, że Kroke w owej retransmisji pominięto. Aż się wierzyć nie chce...

AJK
fot. zespół redakcyjny www.kroke.home.pl, czyli AJK i Magda

TOP ↑